W pierwszym materiale pokazałem państwu jak łatwo człowiekiem manipulować, jak działa sugestia, efekt potwierdzenia, cold reading, efekt Barnuma i cały zestaw narzędzi, dzięki którym ktoś może powiedzieć wam kilka zdań, a wtedy wy, zresztą tak działa na każdego, a wtedy każdy z nas po chwili może odnieść wrażenie, że ta druga osoba z nas od 20 lat, że potrafi z nas czytać jak z otwartej księgi. W drugim poszliśmy dalej. Tarot, runy, chiromancja. Zobaczyliśmy moment, w którym nie tylko człowiek mówi człowiekowi, co ma myśleć. Nagłe to znaczenie zaczyna mieć coś innego. Zaczyna mieć karta, znak, linia na ręce, wylosowany kawałek drewna, losowość. I losowość zaczyna stawać się treścią, moją interpretacją. Dzisiaj przekroczymy te granice, bo dzisiaj człowiek mówi coś zupełnie innego. Nie mówi: “Wydaje mi się, że ta karta coś znaczy”. Tylko mówi: “Czuję, że ktoś mi to powiedział”. I nie mówię o tych, którzy są hochsztaplerami. Dzisiaj wchodzimy na wyższy poziom. Dzisiaj będziemy mówić o mediach, ale nie mediach w sensie telewizji, radio, tylko o medium. O spirytystycznych elementach, telepatii, radiestezji, teozofii, wywoływaniu duchów w świecie astralnym i w końcu o demonologii. Będzie też o ludziach, którym kompletnie nie przypisywalibyście i nie spodziewalibyście się ich tutaj. Bolesław Prus, Władysław Reymont, Stanisław Przybyszewski, Józef Piłsudski. Tak, tak. Józef Piłsudski i Stefan Ossowiecki.
◊
Piłsudski, Prus, Reymont to robili!
◊
Część pierwsza:
Ujawniam, jak to naprawdę działa! – Tomasz Sztreker
Manipulacja, uzależnienie, stopniowe zaangażowanie, tworzenie alternatywnej rzeczywistości. Ten proces, w którym coś od początku, co wydawało się takie absurdalne, po roku dla człowieka staje się absolutnie oczywiste. Dlatego żeby dojść […]
◊
Część druga:
W pierwszym materiale pokazałem przede wszystkim manipulacje. Pokazałem jak łatwo wykorzystać sposób działania naszego mózgu. Ten efekt potwierdzania, efekt Barnuma, cold reading, odpowiednio zadane pytania i kilka prostych technik, żeby […]
◊
Więcej: Tomasz Sztreker | Szatańska Rewolucja
Będzie też o ludziach, którym kompletnie nie przypisywalibyście i nie spodziewalibyście się ich tutaj (…) Stanisław Przybyszewski, Józef Piłsudski. Tak, tak. Józef Piłsudski i Stefan Ossowiecki.
Jak to “nie spodziewalibyście się…”. Józef Piłsudski był namiętnym tarociarzem, piszą o tym jego biografowie. Przybyszewski zajmował się satanizmem, o czym wszyscy wiedzieli, zresztą napisał utrzymaną w tym duchu powieść demoniczną “De profundis” zaś Ossowiecki był zawodowym wróżbitą w przedwojennej Warszawie, do którego latały gromadami panie z tzw. towarzystwa, choć także i panowie. To są fakty znane od lat, w wielu dziennikach i wspomnieniach z tamtego okresu ten motyw wyraźnie się pojawia. Bo należy te sprawy zawsze rozpatrywać w tzw. duchu epoki. Spirytyzm, mesmeryzm, wróżenie z kart, fusów itd. były modą i częścią ówczesnej obyczajowości. Zapewne z tego powodu na tej liście nie mogło zabraknąć i gwiazd literatury, jak Prus czy Reymont. Można by dodać tu wielu innych, np. poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska nie rozstawała się z kartami. Wiersze satanistyczne (Lucyfer, Inferno) pisał Tadeusz Miciński. Kompozytor Karłowicz, który tragicznie zginął w Tatrach, ma na swym kamieniu nagrobnym w Dolinie Gąsienicowej wyrytą swastykę (stary hinduski symbol słońca). Można by mnożyć w nieskończoność, bo taka była ówczesna moda. Ja sam w dzieciństwie nie raz słyszałem o jakichś znajomych moich ciotek, za którymi “szafy chodziły” po salonie. Zresztą dzisiejsze mody na okultyzm niewiele się różnią od tamtych, tyle że są o wiele bardziej nasilone i zagarniają nie tylko “wyższe sfery” (tfu!) ale i młodzież, czego w moich czasach nie było. Traktowaliśmy to jako ciekawostki, ale mało kto tym się poważniej zajmował. Pamiętam jedną taką, była studentką anglistyki z Wrocławia i należała do naszego studenckiego comba jeżdżącego w latach 1970. do Londynu na mycie garów. Odłączyła się od nas, przystawszy do, jak się domyślaliśmy, satanistów, a właściwie druidów, bo interesowała się tym od lat i miewała te ciągoty. Mieli oni miejsce dla swych rytuałów na londyńskim cmentarzu Highgate. I zniknęła. Po prostu. Nie wróciła z którychś wakacji do domu i nikt jej już więcej nie widział. Ale to był naprawdę wyjątek.
Jeszcze na początku lat 80′ na koloniach było bardzo popularne wśród młodych “wywoływanie duchów”, o czym krążyły najbardziej nieprawdopodobne opowieści. Wiele razy byłem świadkiem, jak zabierano się do tego wywoływania, do czego ostatecznie nigdy nie dochodziło, bo strach przed nieznanym był wśród młodych zbyt wielki. Za to relacje “znajomy znajomego widział…” były nader częste. Dosyć pospolite były też zdarzenia w rodzaju stuków w mieszkaniach, otwierających się drzwiach, przesuwających meblach itd. To znaczy tak mówiono (co budziło w słuchających dzieciach prawdziwą grozę) ale osobiście nigdy się z tym nie zetknąłem “na żywo”. U mojej św. p. babci, która mieszkała na wsi, sąsiedzi mieli tego rodzaju problem (dziwne zdarzenia w domu), skończyło się wizytami księdza, i ustało. Teraz zupełnie to zanikło i dawno niczego podobnego nie słyszałem. Klimat społeczny całkowicie się zmienił, większość w nic już nie wierzy (mam na myśli sprawy duchowe), za to irracjonalna wiara w “dobrodziejstwa” serwowane przez eurokomunę i tym podobne bzdury-jak “niezbędność” aktualnego reżimu, ma się doskonale.
Wsrod ‘znanych i lubianych’,ktorzy zajmowali sie okultyzmem jest takze nasza dwukrotna
Noblistka – Maria Sklodowska Curie. Razem ze swoim mezem Piotrem oboje uczestniczyli w
slynnych seansach spirytystycznych prowadzonych przez równie slynną Eusapię Palladino.
Oboje interesowali sie spirytyzmem,zjawiskami paranormalnymi z naukowego punktu
widzenia. I robili dokladne notatki z takich spotkan.
Fascynowala ich “niewidzialna energia”, uznali ze warto zagladać do pani Palladino.
Maria byla zadeklarowana ateistką,wiec jej swiatopoglad nie przeszkadzal brac udzial w
zajęciach spirytystycznych. Notatki malzenstwa Curie z tych spotkan sa przechowywane
podobno w Instytucie Psychologicznym w Paryzu. Piotr podobno tez byl zafascynowany ”
medium Palladino, i tymi unoszącymi się stolikami….Jak tam bylo,tak tam bylo…